Nigdy nie kłamałam, a przynajmniej starałam się tego nie robić. W życiu każdego z nas przychodzi jednak taki moment, że lekkie rozminięcie się z prawdą staje się dobrym rozwiązaniem. Może zaoszczędzić zmartwień, bólu i cierpienia. Kiedy czułam, że ból przeszywa mnie na wskroś, zaciskałam zęby, powstrzymywałam łzy i mówiłam ''trochę''. Gdy coś zaczynało się dziać, powtarzałam ''w normie'' niczym mantrę, próbując przekonać do tego nawet siebie samą. Nie wiem, co się malowało na mojej twarzy, kiedy pierwszy raz wyszłam z łóżka i, wspierając się na ramieniu taty, przechadzałam się jasnym korytarzem, zmierzając do wielkiego okna na jego końcu. Powiedziałam ''dobrze'' i usłyszałam, że to ja powinnam być pocieszana, a nie pocieszającą. Uśmiechnęłam się niepewnie. Nie kłamałam, po prostu nadałam słowom nieco inne znaczenie.
To boli. Świadomość, że musisz okłamać jedną z najważniejszych osób swojego życia dla dwóch innych sprawia fizyczny ból, jakby każdy organ mojego ciała rozpaczał razem z moją duszą, przymierzając się do tego czynu. Ale czasem tak jest łatwiej, czasem tak jest lepiej. Przemilczeć kilka spraw, nie zadawać niepotrzebnego bólu, nie prezentować kolejnych powodów do zmartwień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz