
Potrzeba bycia potrzebnym jest chyba cechą wrodzoną. Śmiem wysunąć wniosek, że nawet największy samotnik czuje się zraniony, kiedy rozgląda się dookoła i zauważa brak kogoś, z kim mógłby podzielić się fascynacją takim wynalazkiem, jak ocieplane legginsy w renifery, czy ilością godzin, podczas których herbata pozostaje przyjemnie ciepła w nowym termosie. Dbamy o relacje z innymi, nie zawsze będąc do końca sobą. Serialowe stereotypy wrednych dla siebie, acz kochających się nad życie przyjaciół są rzadko spotykane w społeczeństwie. Filtrujemy to, co mamy do powiedzenia, nie chcąc kogoś urazić, nie chcąc kogoś stracić. Staramy się sprostać wymaganiom, dajemy z siebie wszystko, by pielęgnować przyjaźń, miłość. By doceniać, by być wdzięcznym. I kiedy przychodzi w życiu czas, gdy jesteś zmęczony dokładnie wszystkim, gdy nie masz sił, aby wyciągnąć z siebie choć krztę pozytywnej myśli, gdy chcesz usiąść i odpocząć - nastaje głucha cisza. Wbrew nadziejom twój telefon nie zajmuje się pracowicie rejestrowaniem setek nieodebranych połączeń oraz zapisywaniem zaniepokojonych smsów. Z przyzwyczajenia wchodzisz na portale społecznościowe i uśmiechasz się ze smutkiem, bo twoja obecność niczego w nich nie zmieniła. Znajomi w zwykłym im porządku dnia przeżywają nową farbę na głowie idola, opłakują proponowaną ocenę semestralną z matematyki, chwalą się playlistą muzyczną. Uświadamiasz sobie, że jesteś zaledwie dodatkiem do ich życia, wcale nie niezbędnym. Ale jesteś silny. Choć tak naprawdę nie jesteś wcale.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz